Pozytywnik pedagogiczny

Strona główna » Pozytywnik pedagogiczny



Pozytywnik  pedagogiczny

- czyli nauczycielskie zapiski  na stronie





Październik 2017

Pies –towarzysz terapeuta

Październik już się kończy. Najwyższa pora napisać o zajęciach z psem. Czarny labrador Bambo co tydzień towarzyszy dzieciom w zajęciach. Jest to godzina wyczekiwanej od rana dogoterapii. Emilka już kilka minut po ósmej poszukuje w szufladzie piktogramu z psem, który umieszczamy w odpowiednim miejscu planu dnia. Niestety, dopiero na piątej lekcji. Trzeba cierpliwie czekać i śledzić na planie, ile jeszcze innych zajęć musi minąć. A potem jest dużo radości i wrażeń. Spotkanie z psem ma różne formy. Jego opiekun, pan Krzysiek jest otwarty na zmiany. Byliśmy z psem na spacerze w lesie, bawiliśmy sie w aportowanie na szkolnym boisku. Bambo towarzyszył nam w czytaniu książek i krojeniu ziemniaków. Ostatnio zaś dzieci bawiły się z nim indywidualnie. Kornel obawia się psa, ale równocześnie jest go bardzo ciekawy i pomału uczy się, że nie trzeba się bać, że można fajnie się z nim bawić. Emilka jest psem zafascynowana, patrzy mu w ślepia i uczy właściwych komend i zachowań. Monika ośmiela się w kontakcie i uczy głośno i zdecydowanie czegoś od psa żądać. Michała spontaniczne zachowanie psa niepokoi, więc poszukuje schronienia u dorosłych. Dobrze do tego służą kolana pani Ali. Stąd już można odważnie uśmiechać się do czworonożnego przyjaciela. Antoni zaś świetnie radzi sobie z psem, uwielbia nim dyrygować, a ponieważ do tego potrzebne są też zrozumiałe komendy, to chłopiec próbuje je wypowiadać. Jeszcze trochę, a będzie chciał zostać pomocnikiem trenera. Co pan na to, Panie Krzyśku ?


Poprzez trudy do postępów

Niektórych z moich uczniów znam od kilku lat, bo prowadziłam z nimi zajęcia wczesnego wspomagania rozwoju dziecka. U każdego widzę przyrost umiejętności i jestem pełna podziwu dla ich chęci do uczenia się, dla cierpliwości z jaką mierzą się z trudnościami. Są oczywiście prowadzeni i wspierani przez nauczycieli i rodziców, ale ile w tym ich pracy, ile uporu, by się udało. Ile ćwiczeń w cięciu nożyczkami, by pewnego dnia wyciąć po linii prostokąt. Ile pisania po śladzie swego imienia, by pewnego popołudnia zaskoczyć mamę samodzielnym podpisem. Ile pracy z logopedą, by zacząć wymawiać imiona kolegów i koleżanek. Ile naszej wspólnej frajdy, że się udało, że idziemy do przodu...


Monika i siła motywacji

Monikę do opanowania nowej, trudnej umiejętności zmotywowały śliczne, różowe trampki. Urodzinowy prezent. Trampki mają sznurówki, a te trzeba wiązać. Czasem kilka razy w ciągu dnia. Prawdziwe utrapienie. Szczególnie dla dziecka, które ma zaburzoną orientację przestrzenną. Monika się nie poddała. Próbowała, aż do skutku. Nie było jej w szkole tydzień, bo była przeziębiona, a gdy wróciła, wiązała sznurowadła sama. Super praca domowa, a ile satysfakcji.


Emilka i naklejki

W zeszycie i na kartach pracy chętnie pracuje Emilka. Stara się jak umie najlepiej i choć nie wszystko jest zrobione „pod kreskę”, to coraz więcej widać owali w kształcie kółek, równo stawianych linii i z zapałem pokolorowanych kształtów. Odpowiednio pokolorowanych. Emilkę bardzo motywuje nagroda w postaci naklejki za wykonaną pracę. Wie, że nie warto popsuć tego, co zrobiła już dobrze, bo może jej nie dostać. Dlatego cierpliwie czeka na pomoc i stara się powściągnąć swój temperament. Tak to przynajmniej wygląda z perspektywy nauczyciela.


Michał i poszukiwanie komfortu

Michał rozumie coraz więcej sytuacji i jest dużo spokojniejszy niż rok temu. My też o wiele lepiej rozumiemy jego zachowania i częściej potrafimy zaradzić problemom. Już we wrześniu rodzice Michała kupili mu, zgodnie z nasza sugestią, słuchawki wygłuszające i chłopiec z powodzeniem ich używa, gdy hałas jest dla niego zbyt dużym dyskomfortem. Rzadziej wkłada kask, a gdy jest zdenerwowany, to czasami ciska nim o podłogę, co przyjmujemy jako dopuszczalną formę rozładowania napięcia, która nikomu nie szkodzi. Chłopiec po uspokojeniu się chowa kask do plecaka lub układa w jakimś innym miejscu, bo tak w ogóle, to szanuje rzeczy. Teraz już codziennie wykonuje zadania w zeszycie. Oczywiście w swoim tempie, mniej lub bardziej chętnie, zwykle etapami, w kilku podejściach i odejściach. Ważne jednak, że robi to, co długo wydawało się niemożliwe do uzyskania, a jego piękne kredki trzeba było już kilka razy temperować.


Kornel, Antoni i koleżeńskie porządki

Kornel wyrasta sukcesywnie na gospodarza klasy. Nadal można liczyć na niego w sprawie zwykłych porządków, a dodatkowo pomaga uporządkować zachowania kolegów i koleżanek. Pociesza: „Nie płacz, Emilka”, próbuje podnieść kolegę z podłogi mówiąc: „Wstawaj, wstawaj, rączka, rączka”. To wszystko z własnej inicjatywy. Dzisiaj poproszony o przypilnowanie Antka w szatni, wywiązał się z zadania znakomicie. Przyprowadził go za rękę i posadził koło siebie, a Antek się posłuchał. I tak siedzieli razem, cierpliwie czekając na przebranie się innych: jeden, notoryczny uciekinier i drugi, co to też lubi czasem znikać z pola widzenia . Na opiece w szatni bowiem się nie skończyło. Później w klasie, Kornel poproszony, by podał bosonogiemu Antkowi skarpety, zaczął mu je sam nakładać. Obserwowałam to chyba równie zdumiona jak Antek, który cierpliwie i bez protestów pozwolił obsłużyć się koledze, mozolnie naciągającemu tę ciasną część garderoby na pulchne stópki. Ciekawa jestem dalszego rozwoju koleżeńskiej relacji pomiędzy chłopcami.


Nowy początek

Kilka tygodni roku szkolnego już za nami. Roku szkolnego powitanego w nieco zmniejszonym gronie, bo Klaudia została przeniesiona do „sąsiedniej” klasy. Zagląda jeszcze czasami, pytając, kiedy do nas przyjdzie, ale chyba już przywykła do nowej grupy i czuje się tam dobrze. Moje pierwsze pedagogiczne spostrzeżenie z początku września było następujące: dzieci niczego nie zapomniały przez wakacje. Bez najmniejszych problemów weszły w rytm zajęć. Jedyną zmianą , z jaką musiały się zmierzyć, była zmiana planu. Pamiętały bowiem ten z ubiegłego roku i chciały religię mieć już w poniedziałek


Poniedziałek , 3 kwietnia  2017

Powrót Antosia do szkoły. Fakt bardzo pozytywny. Powitanie w klasie i na korytarzu, bardzo spontaniczne i życzliwe. Ze strony rówieśników i dorosłych. I uśmiech tego chłopca- co w nim jest takiego, że nie umiemy inaczej? Nawet, gdy uparcie swawoli:  wyciąga z zakamarków  schowane przed nim przedmioty albo szybkim krokiem nawiewa z klasy na korytarz, wykorzystując chwilę naszej nieuwagi? Dziś Kornel pięknie wypowiadał jego imię, Klaudia przytulała, Kamil z sąsiedniej klasy był bardzo zadowolony, bo na basenie miał z kim się pluskać. Witamy Cię Antoni i życzymy zdrowia!


Piątek, 31 marca 2017

Rano robiliśmy zajączki ze skarpetek. Najpierw znaleźliśmy  film na YOU TUBE pokazujący  jak to zrobić, a potem zabraliśmy się do dzieła. Dwa kilogramy ryżu zostało wsypanych różnymi sposobami do skarpet i rozsypanych wokół. Okazało się, że im więcej możliwości bałaganienia, tym dzieci bardziej zainteresowane twórczością. Michał, który zwykle stroni od wspólnych działań, tym  razem  szybko się przysiadł do koleżanek i kolegi. Wszyscy cierpliwie napełniali dzianinowe formy, czekali na pomoc, starali się wiązać kawałki sznurka i każdy sam narysował oczy i buzię swojemu zwierzakowi. Tak narodziła się wielobarwna, sympatyczna rodzina zajączków. Powędrowała na szkolny konkurs plastyczny, ale spróbujemy ją odzyskać jeszcze przed Wielkanocą.


Wtorek, 21 marca 2017

Powitaliśmy wiosnę. Od rana śpiewaliśmy piosenkę o tym, że zima każdemu obrzydła i niech wiosnę przyniosą na skrzydłach przylatujące do nas ptaki. Ja z panią Ewą całość, dzieci  próbowały włączyć się do refrenu. Melodia i słowa najszybciej wpadają do ucha Klaudii. Ona wiedzie prym w śpiewaniu. Wczoraj wiodła także prym  w rozrabianiu, a jej zachowanie wystawiło na ciężką próbę moją cierpliwość. Dziś oświadczyła, że chce być grzeczna i jakoś, z naszą pomocą udało jej się wytrwać. Nowy dzień, nowe możliwości. Dla każdego. Z ochotą włączyliśmy się do szkolnej imprezy powitania wiosny. Posadziliśmy bratki na klombie, zasialiśmy rzeżuchę, a potem było ognisko i pieczona kiełbasa. „Kiełbasa”- to słowo jak hasło powtarzał od rana Kornel, gdy dowiedział się, że  wybieramy się witać wiosnę. Fascynowało go ognisko. Próbował do niego dokładać. Trzeba było pilnować, by się nie poparzył. Michał początkowo był nieco zaniepokojony nową dla niego sytuacją, ale potem oswoił się z nią i znalazł miejsce dla siebie: dość wysoki pniak  drzewa, na który zdołał wejść i z którego obserwował sobie otoczenie. Dziewczynki włączyły się do zabawy kolegów z sąsiedniej klasy i biegały po boisku. Emilka spokojna, bo było na co patrzeć i kogo obserwować. Słońce zachęcająco przygrzewało i wprawiało wszystkich w dobry nastrój. Miłe, cieplutkie...


Środa, 15 marca

Atrakcją dnia było spotkanie z psami rasy labrador retriever. Dorastającą, biszkoptową Peirą i  młodszym, czarnym Bambo. Są szkolone do dogoterapii i trochę już znane dzieciom. Ich wizyty w szkole zawsze wywołują mnóstwo pozytywnych emocji. Tak było i tym razem. Pan Krzysiek, opiekun i trener psów, świetnie poradził sobie ze spontanicznymi reakcjami moich uczniów, którzy nie bardzo potrafili usiedzieć na miejscu i sami chcieli wyznaczać przebieg spotkania. Uczył jak podawać psu smakołyk na otwartej dłoni, jak głaskać, jak poprosić o podanie łapy... Dziewczynki nie miały zahamowań w kontakcie z psem ,a Emilka potrafiła kontrolować swoje zachowanie. Antek  wykazał się pełną swobodą i  przyjaznym traktowaniem czworonogów. Potrafi naprawdę świetnie dogadać się z psami i one to czują. Ciekawa była reakcja Michała. Trochę spoglądał na zwierzęta, ale bardziej zainteresowały go smycz i obroża. Korzystając z chwili nieuwagi zawiesił je sobie na szyi i nosił do końca spotkania. Gdy Peira podchodziła do niego, trochę podkurczał nogi, by go nie dotknęła, ale się uśmiechał. Smycz i obrożę oddał bez protestu.


Środa, 8 marca 2017

Biegnie już drugi tydzień po feriach. Skład klasy osłabiony przez nieobecność Antosia, który ma chorą nogę i nie może chodzić do szkoły. Dzieci pytają się o niego codziennie, zwłaszcza Emilka. Wszystkim go brakuje. Odwiedził nas z mamą w ubiegłym tygodniu. Mamy nadzieję, że wróci do nas tak szybko jak to tylko będzie możliwe. Tymczasem dni mijają w stałym rytmie, nieco tylko zmienionym z powodu rekolekcji. Dziś nasza klasa odebrała nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca w swojej kategorii w konkursie plastycznym o szacie roślinnej w Polsce. Pracę przygotowaliśmy jeszcze przed feriami. Za oknem była zima, a my robiliśmy wiosenny ogród pełen tulipanów, hiacyntów, żonkili, stokrotek i forsycji. Dzieci wyklejały, wylepiały, malowały i rysowały. Każdy na swoją miarę, z naszą  niewielką pomocą. Dzieło powstawało kilka dni i naprawdę się udało. Od samego początku budziło pozytywne emocje, bo przecież każdy czeka już na wiosnę. Kornel odebrał dziś na apelu nagrodę dla całego zespołu. Potem w klasie okazało się, że całą chciał zabrać dla siebie. Szybko jednak zrozumiał , że pyszne jogurty i soczyste jabłka należą się każdemu. Lekcję dzielenia się mamy zaliczoną. Nie pierwszą i nie ostatnią.


Środa, 8 lutego 2017

Bal karnawałowy w naszej małej szkole. Miał być już w tamtym tygodniu, ale został przełożony z powodu dużej nieobecności dzieci. Dziś doszedł do skutku. Nasza klasa w pomniejszonym składzie, bez Antka i Michała. Od rana szykowaliśmy się do zabawy. Maski ozdobione przez dzieci były już gotowe od tygodnia. Wystarczyło przymocować gumki i założyć. Na szczuplutką Klaudię pasował strój księżniczki. Była bardzo zadowolona ze swego wyglądu, a że potrafi z wdziękiem tańczyć i pięknie się poruszać, została wybrana na Królową Balu. Ona, spragniona codziennie nagród i wyróżnień, miała dziś swój dzień. Emilka zadowoliła się maską, pelerynką i świecącą peruczką. Przebrana, zamilkła onieśmielona zmianą wizerunku. W tłumie przebranych dzieci siedziała cichutko, obserwując kolegów i koleżanki. Tańczyła w parze i kółeczku. Przed zabawą głośno przeżywała emocje, a teraz prawie nie było jej słychać. Do momentu, gdy to dwaj koledzy z sąsiedniej klasy zaczęli ją rozśmieszać... Monika pamiętała, by ubrać się odświętnie, chociaż nie napisałam jej o zabawie w zeszycie do kontaktów, bo zapomniałam. Poradziła sobie  sama. Jestem z niej dumna. Dla niej też znalazła się maska i peruczka i niczego więcej nie było potrzeba, by bawiła się świetnie. Kornel zaś uczestniczył w zabawie według własnych zasad. Przebrał się za policjanta i jak prawdziwy policjant na służbie trzymał się z boku hałaśliwego towarzystwa. Skorzystał z poczęstunku i owszem, ale do tańca nie dał się namówić. Najwięcej czasu spędził przy oknie, ze stoickim spokojem obserwując, co się dzieje przed szkołą, a na ostanie pół godziny wszedł już do naszej klasy i odpoczywał na dywanie jak szeryf po pracy.


Czwartek, 19 stycznia 2017

Są takie dni, gdy zdaje się, że płyniemy na mocno rozkołysanej łodzi. Rozkołysanej podmuchami nieposłuszeństwa Klaudii, hałaśliwością Emilki, niecierpliwością Kornela, niepokojem Michała, ucieczkami Antka. I tylko Monika bez zakłóceń, jak zwykle nie sprawia kłopotu. W takie dni tym bardziej cieszą małe chwile stabilizacji. Wszyscy siedzą kilka minut na krzesełkach podczas powitania, siadają przy stoliku i pozwalają sobie odrysować dłonie, a potem  po kolei, z moją pomocą,  malują farbami. Wszyscy oprócz Michała. Kornel wyciera stolik. Nikt nie zniszczył pomalowanych, wyciętych rączek, więc jest szansa, że jutro będzie można przyozdobić nimi laurki dla babć i dziadków. Dziewczynki cichną podczas czytania książeczki. Siedzimy na dywanie, niektórzy nawet leżą. Czytam i masuję piłeczką z wypustkami plecy Klaudii i Emilki. Na zmianę. Michał podchodzi do nas. Usadawia się w pobliżu. Antek zajął się układaniem puzzli. Udało się  dopłynąć do spokojnego portu.


Piątek, 3 lutego 2017

Kończy się wyjątkowy tydzień. Tydzień panowania przeziębień, grypy i chorób gardła. W ubiegłym tygodniu ja chorowałam, w tym czworo z sześciorga dzieci. Tylko Kornel i Klaudia trzymali się dzielnie i zdrowo. Codziennie zachowywaliśmy stały rytm dnia, co szczególnie ważne jest dla  Kornela. On go dobrze pamięta, zwłaszcza swoje ulubione punkty. Na przykład wyjście po śniadaniu na przerwę do dużej szkoły. Ujmuje to hasłem „na korytarz” i już rano upewnia się, czy tam pójdziemy. On, autysta, usilnie nawiązuje wówczas ze mną kontakt wzrokowy, pilnuje, bym patrzyła mu w oczy i domaga się twierdzącej odpowiedzi. Potwierdzam, pokazuję na obrazkowym planie dnia. Piktogram obrazujący przerwę jest dopiero piąty z kolei. Kornel potrafi cierpliwie poczekać i brać udział we wszystkich poprzedzających ten moment dnia aktywnościach, ale gdybym nie dotrzymała słowa, nie byłoby łatwo... Dlaczego tak bardzo lubi spędzać przerwę w holu nowej szkoły? Myślę, że przynajmniej z dwóch powodów. Jest tam przestrzeń odpowiednia do swobodnego poruszania się i dobre miejsce do obserwowania. Zwłaszcza przy oknie, czy przeszklonych drzwiach. Kornel  często pełni funkcje odźwiernego. Gdy widzi, że ktoś zbliża się do szkoły, to otwiera wewnętrzne drzwi i je przytrzymuje. To tutaj usłyszałam po raz pierwszy jego wyraźnie wypowiedziane i grzeczne „ proszę bardzo”, czy też „cześć” skierowane do wchodzących... Do siebie możemy wrócić dopiero, gdy po dzwonku wyludni się korytarz i ostatni maruderzy znikną w klasach. Wówczas bez protestów ubiera się i biegnie  w stronę naszego budynku. I już więcej tego samego dnia nie domaga się wyjścia „ na korytarz”.


Poniedziałek, 16 stycznia 2017

Wyjątkowo mało dzieci w szkole, bo Antek i Kornel u lekarzy, a Emilka rano na badaniu psychologicznym. Dzień zaczął się więc spokojnie, cicho. To komfortowe warunki dla Michała. Łatwiej mu wejść do klasy i zaakceptować, że coś tam będę od niego chciała uzyskać w kwestii edukacji. Jesteśmy właśnie na etapie zachęcania go do zajmowania miejsca przy biurku ustawionym specjalnie dla niego pod ścianą. Pomysł się sprawdza. Chłopiec siada przy nim, tyłem do klasy i potrafi się czymś zająć. Cóż, nie są to jeszcze karty pracy. Pudełka z pięknymi kredkami też jak dotąd nie otworzył, ale chętnie ugniata ciastolinę, przesypuje groch. Zainteresował się  książeczkami. Zagląda do nich. Ważne, że siedzi, że się skupia, że jest to sensowna aktywność, a nie uparta fiksacja.Wróciła po chorobie Monika, zwana Monią. Klaudia od rana jej asystuje i zapomina o humorach. Gdyby tak częściej... Podczas śniadania wpada jak małe tornado Emilka. Bardzo uradowane tornado. W dłoni dyplom za udział w badaniu psychologicznym, który zaraz każe przyczepić na tablicy i coś specjalnie dla mnie: pokolorowana pastelowo postać z kreskówki. Rysunek pachnie, dziewczynki zachwycone wąchają. Emilka jest bardzo dumna, a ja wzruszona i rozbawiona wieszam to dzieło obok dyplomu.


Czwartek, 12 stycznia 2017

Czytanie na dywanie stało się naszym prawie codziennym zwyczajem. Najczęściej po śniadaniu, gdy jedna Ewa zaprowadza porządek, druga zaprasza dzieci na dywan przy szafie, o którą można się wygodnie oprzeć. Chętnie korzystają, zwłaszcza dziewczynki. Wyjmują kolorowe poduchy i książeczki. W czasie czytania można siedzieć lub leżeć, jak kto lubi i gdzie kto się zmieści. Kto pierwszy, ten będzie bliżej pani i książeczki. Najszybsza jest Klaudia, a Monika i Emilka następne. Bywa, że do gromadki od razu dołącza Kornel. Wybiera najwygodniejszą pozycję i nie bardzo chce się posunąć. Słowem, trochę to trwa, zanim chętni  usadowią się tak, by nie przeszkadzać sobie i umożliwić czytanie. Czytamy skrócone wersje znanych baśni o królewnach, opowiadania z doliny Muminków, przygody żółwia Franklina i małej Madeline z Paryża. Książki są ilustrowane, czytam i pokazuję obrazki. Dzieci leżą, siedzą, trochę się wiercą, ale słuchają. Dla pełni szczęścia Klaudia i Emilka domagają się masażu pleców: dość mocnego głaskania ręką lub kolczastą piłeczką. Dwa w jednym. Słuch i dotyk. Relaks. Monika najbardziej lubi, gdy czytamy  Jana Brzechwę. Przebojem jest wiersz „Na straganie”, od którego zaczęliśmy nasze czytanie. Dzieci znają niektóre wersy na pamięć, a rozmowy warzyw tak śmieszą Monikę, że razem z buzią śmieją się jej włosy i oczu już całkiem nie widać...


Środa, 11 stycznia 2017

Dni biegną szybko i już środek tygodnia za nami. Codziennie badamy naturę śniegu. Wychodzimy na przerwę, by choć trochę na nim pohasać. Nie udaje się go zlepić i zrobić bałwana, ale można nim się obsypywać, wchodzić tam, gdzie go najwięcej, przewracać się, moczyć rękawiczki, marznąć w ręce, biegać dla rozgrzewki i nie zważać na to, że panie mogą nie chcieć mieć go za kołnierzem. Tyle radosnych możliwości. Potem ciepło i przyjemnie jest w klasie, a  malując białą farbą zimę lub stemplując korkiem bałwanki można spróbować odnieść się do zimowej rzeczywistości. Wczoraj zaczęliśmy też badać naturę lodu w postaci kostek. Jutro roztopimy go w ciepłej herbacie lub zwyczajnie na talerzu. Dzisiaj było o zwierzętach zimą. Naszych rodzimych, co to zapadają w sen lub muszą aktywnie przetrwać zimę. Dzieci rozpoznawały je na fotografiach bez większego trudu, ale z zagadkami słownymi miały kłopot. Najlepsza w zgadywaniu była Klaudia. Najlepszy w pracy w zeszytach był Kornel. Emilka bardzo się pilnowała, by nie zamalować za dużo na kartach pracy, bo zależało jej na nagrodzie. Michał swoje zadania wykonał na zajęciach rewalidacji, bo w klasie nie potrafi jeszcze usiąść przy stoliku. Zajmuje się organizowaniem przestrzeni na swój własny, autystyczny sposób i denerwuje się,  gdy nie zgadzamy się z jego koncepcją. Włącza się w wybrane przez siebie stałe punkty dnia. Bardzo lubi powitanie i z nadzieją w sercu patrzę na jego uśmiech w chwilach, gdy śpiewamy jego imię. Od początku roku szkolnego chętnie wychodził na wszystkie zajęcia indywidualne, na których czuje się bardziej komfortowo niż w hałaśliwej grupie. Od kilku dni obserwujemy jednak, że bez oporów wraca z nich do klasy. To dobra zmiana. Wiemy, że dla niego odnaleźć sie w grupie, to duże wyzwanie. Tym bardziej, że ciągle coś się dzieje, bo dzieci są bardzo aktywne i pomysłowe. Dla nich tak zwana grzeczność i niegrzeczność, to jeszcze w dużej mierze niepojęte sprawy. Podążają za tym, co je ciekawi, na co mają ochotę.   Przy tym nie są łatwymi partnerami w negocjacjach o właściwe, zdaniem nauczyciela, zachowanie. Myślę, że to w sumie dobrze, bo z czasem nauczą się zasad, a nie stracą swojej indywidualności. Na pewno nie straci jej Antoni, który coraz częściej i dłużej rysuje na kartkach, a wytwory jego ręki zaczynają przypominać postaci możliwe do nazwania. Trzeba dodać, że jak Antoni zabiera się za rysowanie, to nie zważa na to, że ja proponuję inne zajęcia. Tak jest zajęty odkrywaniem możliwości trzymanego w ręku pisaka, czy kredki. Pozwalam mu na to. Wiem, że ma swoją bardzo indywidualną ścieżkę rozwoju.


Czwartek, 5 stycznia 2017

Pierwsze poważne w tym roku spotkanie ze śniegiem. Strofy o padającym śniegu dźwięczały od rana dziecięcą radością. Zaraźliwą. Poszliśmy więc na sanki. Najpierw jednak w poszukiwaniu sanek. Odnalazły się szybko. Chwycone za sznurki pojechały za biegnącymi dziećmi w stronę boiska, a tam czekał mały zjazd na przykrytą śniegiem murawę. Emilka usadowiła się na nich z wytrenowaną wprawą. Kornel szybko zrozumiał, co ma zrobić z nogami, by nie przeszkadzały sankom jechać. Michał oswajał się z zimowym pojazdem jakby to był jego pierwszy raz, a potem uśmiech nie znikał mu z twarzy, gdy ruszył w drogę. Klaudia, która rzadko boi się czegokolwiek, lekka jak piórko mknęła z górki najdalej. Emilka i Kornel zaliczyli kilka upadków. Spodobały się one Kornelowi tak bardzo, że turlał się po śniegu i potem trzeba było długo otrzepywać ubranie i suszyć spodnie na grzejniku. Teraz już wiedzą na pewno jaki jest śnieg: zimny i mokry . Doświadczenie z natury bardzo przyda się w następnym tygodniu, gdy zaczniemy omawiać zimę jako temat tygodnia. Pozytywnych emocji było tego dnia jeszcze więcej. Emilka obchodziła urodziny. Od rana przejęta i uroczysta. Klaudia na żółtej kartce narysowała dla niej piękną laurkę według własnego pomysłu. Rysuje naprawdę dobrze i nie ośmielam się narzucać jej swoich standardowych koncepcji. Ma duszę artysty. Złożyliśmy Emilce życzenia, zaśpiewaliśmy sto lat. Kornel wręczył prezent. Jubilatka pozwoliła wycałować się w oba policzki, a dzieci zdały egzamin z dobrych manier. Ona sama twierdziła uparcie, że ma 7 lat ( co dla pewności próbowała pokazać na palcach), a nie jedenaście jak wychodzi z obliczeń, ale co tam. Śmiałyśmy się, że mała kobietka już wie jak się można odmłodzić... Smakowitą atrakcją dnia był prawdziwy, piękny tort przywieziony przez mamę Emilki. Udało się podzielić go na tyle kawałków, że wystarczyło dla dzieci i pań z sąsiednich klas. Bohaterka dnia odmówiła potem jedzenia obiadu, a jej emocje trzeba było umiejętnie wyciszać. Z nadzieją, że do wieczora zdąża się uspokoić i pozwolą dziecku zasnąć. Nie było dziś Antka i Moniki. Szkoda, bo to był naprawdę dobry dzień.